Dzisiaj założyłem własną firmę!
Jak wygląda pierwsze pół roku “na swoim” po 5 latach spędzonych w korporacji.

Złożyłem własną firmę. Pierwsze pół roku “na swoim” po 5 latach w korporacji.

własny biznes

Przez ostatnie 5 lat pracowałem w korporacjach, z takimi markami jak: Hellmann’s, Renault, Starbucks. Niedawno podjąłem decyzję o odejściu i założeniu własnej firmy. 

W tym poście opisuję drogę do założenia mojej firmy, której skrócona nazwa to Digital House. 

Będzie o tym co się dzieje z człowiekiem, jak odejdzie się z etatu, jak wygląda droga początkującego przedsiębiorcy oraz kilka moich spostrzeżeń i wniosków z tego trudnego etapu, który powszechnie jest nazywany “pierwsze pół roku”.

Jak złożysz wymówienie, pierwsze dni to…

1 miesiąc: euforia

…stało się, odchodzisz z pracy. Nie jest łatwo podjąć taką decyzję, w końcu w korporacji, jak to w korporacji, źle nie płacą. Podobno jest tak, że “płacą tyle, żebyś nie chciał odejść, ale za mało żeby być zadowolonym”. Coś w tym jest. Mimo wszystko jak odchodzisz i jest to twój wybór, to jest taka euforia i myślę, że to jest niezależne od poziomu zarobków.

Pierwsze dni po odejściu – czujesz się, jakbyś spełniał marzenie. Własna firma, a przy tym możesz pracować z każdego miejsca na świecie – w końcu tworzysz strony internetowe. Masz bardzo elastyczne godziny, jesteś sam dla siebie szefem, czego chcieć więcej?

Masz też odłożonych trochę pieniędzy, więc w ogóle nie myślisz o kwestiach ekonomicznych. To jest początek. Jest radość, momentami nawet euforia. Znajomi z Twojego otoczenia gratulują decyzji. Tak jakbyś już odniósł jakiś sukces. A przecież to jest tylko odejście z pracy, to nie jest żaden sukces.

Dla mnie to trochę jak rzut za 3 punkty w koszykówce. Zamiast podejść bliżej i rzucać z komfortowej pozycji decydujesz się podjąć ryzyko. I z tymi gratulacjami po odejściu z pracy, to trochę jest tak, jakby koszykarz szykował się do rzutu z trudnej pozycji, a koledzy z drużyny przybijaliby mu piątki i klepali po plecach zanim wypuści piłkę z rąk.

Także młodzi przedsiębiorcy, bądźcie uważni. Ja przez to wszystko w pierwszym miesiącu straciłem rekordowo dużo czasu. Zawodowo nie zrobiłem prawie nic.

No, może zrobiłem jedną fajną rzecz. Oglądając na Eurosporcie MŚ w snookera usłyszałem o ciekawym projekcie i pomyślałem że mogę pomóc dzieciakom, które chcą trenować sport. Jednocześnie chciałem zacząć tworzyć swoje portfolio. Wysłałem maila z propozycją pomocy – po kilku latach powrót do wolontariatu – i przygotowałem stronę snookerowapolska.pl

2 miesiąc: wielkie plany

W drugim miesiącu tworzę moją stronę newbusiness.website i zaczynam rozmawiać ze znajomymi oraz nieznajomymi o swoim nowym zajęciu. Opowiadam, że planuję pomagać przedsiębiorcom, bo wiem o co chodzi w internetach. Także chcę pomagać ogólnie, strony tworzyć, w dobrej cenie.

To jest etap, kiedy okazuje się, że każda osoba ma w gronie swoich znajomych osobę, która potrzebuje strony internetowej. Naprawdę – dzisiaj każdy zna kogoś, kto akurat potrzebuje strony internetowej, możesz sprawdzić wśród swoich znajomych.

Myślę sobie – no, firma to się będzie rozwijać! To jest etap kiedy masz więcej wizytówek niż kiedykolwiek wcześniej. W weekend idziesz na imprezę i znajomy pyta czy robisz też sklepy internetowe, bo ktoś z rodziny sprzedaje antyki i chce pokazać się w internecie. Wracasz do domu i kierowca Ubera mówi, że otworzył swoją firmę i będzie potrzebować strony. 

– Panie taksówkarzu, to może wejdzie Pan na newbusiness.website i wyśle do mnie maila przez formularz na stronie? Dużo mam już tych wizytówek…
– Jasne! Już zapisuje. n-e-w-b-u-s-i-n-e-s-s kropka w-e-b-s-i-t-e. Ten business to przez dwa “s” na końcu? Ok. Jutro wejdę i wyślę wiadomość.

Nie wysłał.

W tym czasie patrzę kto ze mną konkuruje na rynku i zalewa mnie masa “dziwnych” ofert. Ktoś oferuję stronę z indywidualnym projektem graficznym, do tego hosting domena w pakiecie – 700 złotych. Whaaat?…

Z drugiej strony na networkingu, w tej mniej oficjalnej części ktoś mówi mi że pracuje z ludźmi, którzy za stronę opartą o gotowy motyw graficzny zapłacili ponad 100 tysięcy. Jak tu się odnaleźć?

Teraz wszystko dzieje się zdecydowanie szybciej, a zmiennych w tym projekcie zaczyna być coraz więcej. Równlolegle kończę stronę eightysixstudios.co.uk, która za chwile wskoczy na drugie miejsce na frazę “photography agency Bristol”.

3 miesiąc: lekcje są trudniejsze, jak uczysz się na swoim

Od 3 miesiąca zaczynają się trudne lekcje. To czas, kiedy zdajesz sobie sprawę ile rzeczy nie wiedziałeś pracując na etacie. Weźmy najem lokalu.

Teoretycznie prosta sprawa. 10 coworków we Wrocławiu (no, mniej więcej tyle), wybierz jeden z nich. Można też pracować z domu, ale to nie dla mnie. Praca w kawiarni? No way. Na wyjeździe, czy w wolnej chwili, czasami tak, ale nie na stałe.

Testuję różne coworki we Wrocławiu. W jednym z nich za nieco ponad dwieście złotych dostaję dostęp do kilku tysięcy lokalizacji na całym świecie, ale wybieram inną opcję. Okazuje się, że najem lokalu i formalności z tym związane angażują naprawdę sporo czasu.

Inny przykład: spotkanie ze znajomymi. Kolega opowiada o tym, że właśnie wrócił z delegacji.

– Ale nasza firma to ma taką skomplikowaną politykę, żeby to wszystko porozliczać… – narzeka.
Ja wtedy myślę sobie “wow, macie politykę w firmie…
– I jeszcze 6. etapowy proces, żeby to wszystko poakceptować…
Ja wtedy myślę sobie: “wow, i jeszcze taki proces…”

4 miesiąc: praca zdalna - to nie tak, jak sobie wyobrażasz

Kojarzysz takie memy: oczekiwania vs. rzeczywistość?

Odchodzisz z pracy w korporacji. Teraz pracujesz w digitalu, możesz pracować na laptopie w każdym miejscu i nic Cię nie ogranicza. No to co? Praca zdalna! Oczekiwania to Bali albo Australia.

Rzeczywistość? Spędzam kilka dni w Wielkiej Brytanii (też źle nie jest). W torbie mam laptopa, a w planach pracę zdalną. Jednak ta praca jest bardzo nieefektywna. Nie mogę się przyzwyczaić ani znaleźć miejsca. Gdzieś w pokoju, z laptopem na kolanach jest wygodnie, ale nic nie idzie do przodu. Przy biurku trochę lepiej, ale brakuje drugiego monitora… Po kilku dniach wiem, że planując wyjazd i swój czas na wyjeździe, trzeba też zaplanować swoją pracę.

Chodzi o to, że jak pracujesz w miejscu, do którego nie jesteś przyzwyczajony to ciężko się zebrać i załapać rytm. Dlatego teraz jak gdzieś jadę, to najpierw – przy swoim biurku – planuję, co zamierzam zrobić. A na wyjeździe wykonuję swoje zadania.

5 miesiąc: szukam sposobów

Trafiam na konferencję, gdzie organizator daje mi możliwość wystawienia swojego stanowiska. W planach mam przeprowadzić audyt stron internetowych uczestników konferencji. Ustalenia co do mojego udziału trwają bardzo długo – powiedzmy otwarcie, chyba nie tylko dla mnie nie była to kwestia priorytetowa. Dopiero ostatniego dnia jestem pewny swojego uczestnictwa. Na szybko drukuję plakat i dzień później jestem wystawcą z – delikatnie rzecz ujmując – najskromniejszym stanowiskiem na konferencji.

konferencja stanowisko

Ale przecież nie szata zdobi, a po książki po okładce się nie…. Braki starałem się nadrobić w trakcie rozmowy z (mimo wszystko) zainteresowanymi ludźmi i wierzę, że udało mi się pomóc kilku osobom. 🙂 Uczestnicy podsunęli mi nawet kilka ciekawych pomysłów, co do rozwoju firmy i jej ekspozycji. To było dla mnie wyzwanie, ale było warto! A to zdjęcie u góry chyba dobrze pokazuje jak trudne bywają początki…

6 miesiąc: rejestruję firmę Digital House!

Czytasz ten post, minęło pół roku (w sensie, że opisuję już 6 miesiąc) a ja dalej nie założyłem firmy. O co tu chodzi?

Już tłumaczę! Kiedy chciałem rejestrować działalność – jeszcze znacznie, znacznie wcześniej – trafiłem na różne możliwości uzyskania wsparcia na podjęcie działalności. Przeszedłem długą drogę. Ta droga była długa i bardzo nudna – w sensie mnóstwo papierków… Nie ma sensu opisywać.

Co jest ważne, to że warunkiem dotacji o którą aplikowałem, było to że nie mogę rejestrować firmy, do czasu kiedy nie otrzymam decyzji (dotacji). Ale warto było czekać, bo dostałem 20 000 zł bezzwrotnej dotacji, to był pierwszy mały sukces. 🙂

Dotacja UE

Środki już przeznaczyłem na zakup sprzętu do pracy. Laptop, na którym teraz pracuję ma tą wadę, że jest cięższy od cegły, co jest średnio komfortowe. Innym problemem jest niedziałający touchpad (to znaczy touchpad działa, ale tylko jak podepnę myszkę – czy to ma sens?…), martwe piksele na obrazie i krótka praca na baterii (prezentacji bez podłączenia do gniazdka nie zrobisz) też nie pomagają w codziennej pracy.

Teraz będę miał lepszy sprzęt, dalej na Windowsie. Do tego kilka innych drobniejszych wydatków, jak monitor, bo teraz nie wyobrażam sobie pracy na jednym monitorze, a ten który mam nie obsługuje jeszcze takich wynalazków jak choćby kabel HDMI. Tak czy tak planowałem te zakupy, teraz mogę zrobić to znacznie szybciej – super!

Od razu jak dostałem środki, na drugi dzień, zarejestrowałem swoją działalność. Rejestracja trwała może 30 minut…

wnisek

… żeby nie było zbyt cyfrowo, wniosek złożyłem na papierze. 3 października 2019 powstała firma Digital House. 🙂

Początki własnej firmy - moje doświadczenie, wnioski i opinia

Dla mnie jest to nowy początek, ale też koniec pewnego etapu i dobry moment na podsumowanie tego, co się nauczyłem przez pierwsze pół roku po odejściu z korporacji.

  • Jest niezliczona ilość możliwości, ale trzeba skoncentrować się na tym co może przynieść rzeczywiste efekty.
    Boje się pomyśleć, co by było gdybym wykorzystał wszystkie możliwości, jakie do mnie trafiają każdego dnia. Z drugiej strony musiałbym wtedy nie spać, nie jeść (bo nie byłoby na to czasu), a efekty zaobserwowałbym po roku… albo i nie.

    Chodzi mi tu o rzeczy związane z digitalem, social media, marketingiem internetowym. Facebook Ads, Google Ads, LinkedIn, Instagram, optymalizacja kampanii przez sztuczną inteligencję, web pushe, automatyzacja marketingu…

    To wszystko nie ma sensu jak zaczynasz, nawet jak pokazują Ci reklamy z zarobkami rzędu XXX MLN PLN. Lepiej skoncentrować się na jednej rzeczy i zrobić ją naprawdę dobrze, niż próbować po trochę wszystkiego.

    Mój błąd na tym etapie: brak zdecydowania który projekt jest kluczowy, przez co rozpraszałem swoją uwagę. Wiem np., że na początku lepiej byłoby zacząć od realizacji projektów dla kilku zainteresowanych klientów i na tym skoncentrować się w 100%, a swoją stronę rozwijać w chwilach wolnych od tych projektów. Także testowałem zbyt dużo różnych rzeczy (związanych z reklamami, pozycjonowaniem, szeroko pojętą optymalizacją stron), zamiast skoncentrować się na tym, żeby tylko jeden wybrany obszar doprowadzić do bardzo wysokiego poziomu (np. najpierw nauczyć się robić robić ultra-szybkie strony, a dopiero później zgłębić temat reklam).

    Podsumowanie jednym zdaniem: “Strony takie jak Allegro były budowane latami”. 

  • Więcej cierpliwości, mniej ambicji.
    Wiadomo że nie zostawia się dobrej pracy (coby nie było, moja praca była dobra), żeby pogorszyć swój standard życia.

    Trzeba mieć dużo ambicji i wiary w swój pomysł, żeby postawić tak odważny krok i zostawić przyzwoitą pracę w korporacji i zacząć zupełnie od zera, tak jak ja zrobiłem.

    Jednak dzisiaj wiem, że zbyt dużo ambicji pracując przy swojej firmie to nic dobrego. To tylko dobry sposób, żeby się wypalić. Nauczyłem się bardziej rozsądnie planować swoją pracę i celować w większą tarczę. Nie rezygnuję z super ambitnych pomysłów, ale kilka rzeczy odłożyłem na później.

    Mój błąd na tym etapie: trochę nieświadomie oczekiwałem przełożenia korporacyjnej rzeczywistości, gdzie liczna grupa osób pracuje na rezultat, na rzeczywistość pracy w jednoosobowej firmie. Na początku, kiedy nie wszystko wychodziło jakbym chciał (pewne rzeczy nie mają prawa wyjść na początku), bywałem mocno zirytowany całością. To nie jest dobra rzecz dla Twojego biznesu.

    Jednym zdaniem: “Cierpliwość to jest sztuka.”

  • Jak pracujesz na etacie w korporacji, to nie rozwiniesz swojej firmy. 
    Ktoś może Ci powiedzieć, że najlepiej jest pracować na etacie, zdobywać doświadczenie, a w wolnych chwilach rozwijać swój biznes i kiedy jest on już na tyle stabilny, to wtedy zostawić pracę.

    To scenariusz idealny. I w zdecydowanej większości przypadków niemożliwy do zrealizowania.

    Może jak masz dużo szczęścia, może komuś się udało, może… Ja uważam, że trzeba wybrać jedno lub drugie i poświęcić na to 100% swojej uwagi. Pamiętam ile czasu pracowałem na etacie w poprzedniej firmie i to nie było 8 godzin dziennie. Własna firma, to też wielka inwestycja czasu. Nie wiedzę możliwości, żeby z sukcesem połączyć te dwie rzeczy.

    Jednym zdaniem: tutaj coś ze Steva Jobsa, chyba, jak mi się przypomni to dopiszę. 

To tyle! A teraz to dopiero się zacznie… 😉 

Aha! Do napisania tego posta w pewnym sensie zainspirowała mnie rozmowa Marcina Prokopa z Michałem Sadowskim z Brand 24, gdzie pada pytanie o to, jak to jest, że każdy patrzy na sukces i się nim ekscytuje, ignorując jednocześnie drogę jaką wcześniej trzeba przejść. Warto zajrzeć. Wywiad jest poniżej.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o